Dlaczego jazz? – Cz. II

Dlaczego jazz? – Cz. II

 

Prowadząc dalszą tułaczkę przez tony zbiorów nutowych, coraz częściej łapałem się na automatyzacji mojej gry. Z odrobiną zabawy obserwowałem jak część otoczenia zachwyca się taką zegarmistrzowską precyzją i nutotokiem.

Krokiem milowym było dosłownie przeżycie jednego z koncertów nowojorskiego saksofonisty Billy’ego Harpera. Cały we łzach i z dziecięcym łkaniem byłem w stanie wydusić z siebie tylko „Uncle Billy, I want to play jazz”.

To, czego doświadczyłem, to nie była gra na instrumencie, to był śpiew instrumentu.  Brzmienie było tak olbrzymie, że z trudnością mieściło się w sali koncertowej. Współbrzmienia harmoniczne były tak klarowne i jednocześnie bogate, że miało się wrażenie ich namacalności. Nie do zapomnienia jest opanowanie, przestrzeń i spokój tych dźwięków. Po latach dopiero zrozumiem, że to ja jestem twórcą przestrzeni na scenie, a nie zapis nutowy.